Bałkański przegląd wyprawowy część 2

16 marca 2016

Kontynuujemy przedsezonowy przegląd najpopularniejszych kierunków wyprawowych. Nadal podróżujemy po Bałkanach, a zachęcamy do odwiedzenia krajów mniejszych pod względem powierzchni, ale zapewniających wielkie przeżycia i wielkie przygody: Czarnogórę i Albanię.

Mamy za sobą podróż po Rumunii, Bułgarii oraz Bośni i Hercegowinie. Poznaliśmy już trochę region, ale Balkany ciągle nas zaskakują.

Czarnogóra - jeden kraj, dwa światy

W świadomości przeciętnego polskiego turysty Czarnogóra to przede wszystkim wybrzeże z ciepłym morzem, wygodne hotele i zabytki kultury śródziemnomorskiej w miastach takich jak Budva czy Kotor. Mało kto zdaje sobie jednak sprawę z istnienia "innego" kraju znajdującego się poza wąskim, często ledwie kilkukilometrowym pasem wybrzeża. Tuż za wzgórzami wyrastającymi wprost z morza znajduje się dzika kraina pełna potężnych gór poprzecinanych krasowymi dolinami. Ta druga, mniej znana Czarnogóra jest prawdziwsza, "bardziej bałkańska". Te różnice wynikają z historii, którą kształtowały przede wszystkim uwarunkowania geograficzne. Wybrzeże już od czasów antycznych było kolonizowane przez kultury śródziemnomorskie: Greków i Rzymian, a w średniowieczu - Wenecjan. Powstałe tam kolonie handlowe szybko przekształciły się w bogate ośrodki zamieszkane przez ludność pochodzenia romańskiego. Zupełnie inna sytuacja panowała w interiorze, gdzie tradycyjna kultura klanowa miała się doskonale od czasów illyryjskich aż po czas Słowian, którzy pojawili się tu po wędrówce ludów z początku średniowiecza. Słowiańskie dynastie panujące założyły tu Królestwo Zety, zdecentralizowane i oparte na strukturach górskich klanów. Był to kraj słabo zaludniony, bez znaczących ośrodków miejskich i pozostał taki do dziś. Czarnogóra liczy niewiele ponad pół miliona mieszkańców, z czego znakomita większość żyje w aglomeracji Podgoricy (stolica kraju) oraz na wybrzeżu. Cała reszta tego niewielkiego kraju górskiego stanowi raj dla szukających przestrzeni i ucieczki od cywilizacji.

Spójrzmy, jak kraj ten wygląda z punktu widzenia "turysty czteronapędowego". Krajobraz Montenegro kształtują Góry Dynarskie, dzielące się na szereg pasm sięgających wysokości dwóch i pół kilometra. Masywy górskie otaczają łagodne wyżyny o charakterze łąk subalpejskich. Ich wysokość sięga nawet 2000 m n.p.m. i gwałtownie opada pionowymi ścianami do wąskich wąwozów, w których płyną rzeki Piva, Tara czy Moraca. To w dolinach toczy się życie wnętrza Czarnogóry, ale nie spodziewajcie się sklepu w każdej wiosce, albo stacji benzynowej na dobrej skądinąd szosie krajowej. Małych miast jest tu ledwie kilka. Nie oferują zbyt wielu atrakcji, są po prostu dobrym miejscem uzupełnienia zapasów. Przejazd wąwozami daje zupełnie inne wrażenia: ich dnem wartko płyną rzeki, a ściany jarów wznoszą się ku rozległym płaskowyżom.

Góry - nie tylko czarne

Nie wszędzie da się wjechać na te obszary. Wjazdy to wąskie na jedną ciężarówkę drogi asfaltowe albo szutry, kręte i zawieszone często na skalnych półkach. Na obrzeżach wyżyn znajdują się niekiedy niewielkie wioski złożone z kilkunastu kamiennych domów i rzadko kilku letniskowych daczy. Po przemierzeniu kolejnych kilometrów szutrów, wraz ze wzrostem wysokości rzadki las zanika na rzecz otwartych przestrzeni i skalnych wychodni. Tak wyglądają dwa największe obszary wyżynne Czarnogóry, znajdujące się wewnątrz kraju - Sinjajevina oraz Bjelasica. Sinjajevina jest rozleglejsza. Na tym niewielkim obszarze można spędzić 2-3 dni na eksploracji nieźle utrzymanych szutrów i starych ścieżek, często zanikających na wysokogórskich łąkach. Kiedyś, gdy jechaliśmy, kierując się radzieckimi mapami sztabowymi z lat 80., nagle "zniknął" nam całkiem wyraźny szlak, by odnaleźć się po kilku kilometrach w miejscu, w którym według map być powinien. Dość napisać, że pokonanie tych kilku kilometrów zajęło nam dobre pół dnia: kluczyliśmy między kamieniami, szukaliśmy podjazdów i zjazdów ze wzgórz, na których znajdował się stary szlak. Widoki wokół są wprost fantastyczne, a otaczający ogrom przestrzeni porównywalny do Hercegowiny. Kolorowe, zależnie od pory roku ukwiecone, zielone lub brunatne łąki falują na wietrze aż po horyzont, za którym wyrasta masyw Durmitoru, najbardziej znanego pasma górskiego Montenegro. To teren parku narodowego, więc możliwości jazdy są tu ograniczone. Główne szlaki wiodące przez góry znajdują się na linii wschód - zachód i są asfaltowe. Szutrówki można znaleźć na południe od parku, w tym efektowny szlak nad kanionem będącym południową granicą Durmitoru. Ściany skalne urozmaicone zielonymi oazami na półkach spadają tam wprost do wściekle błękitnej toni jeziora zaporowego zasilanego rzeką wijącą się wąwozem. Wpadają do niej inne rzeki, w dużej części podziemne, płynące tunelami powstałymi w efekcie tworzenia się form krasowych. Jadąc skrajem płaskowyżu i patrząc na kanion z góry, nawet ich nie dojrzycie. Dlatego warto wybrać się na pieszą eksplorację, zwłaszcza że na końcu wspomnianego szlaku znajduje się słynny kanion Nevideo ("niewidoczny"). Takich wąwozów w Czarnogórze zobaczycie więcej.

Tu się oddycha...

Miło jest stanąć w miejscach, gdzie na horyzoncie nie dostrzeżecie nic poza górami i odetchnąć pełną piersią. Są w Czarnogórze przestrzenie, których nie spodziewalibyście się w tak małym kraju. Na wschodzie granicę poprzecinanych głębokimi wąwozami płaskowyżów stanowią urozmaicone góry wapienne - Góry Przeklęte (Prokletije) czy Komovi. Jeden ze szlaków prowadzi do jeziora polodowcowego w kotlinie znajdującej się na granicy z Albanią. W tej okolicy znajduje się też połączenie graniczne z Albanią. Droga do niego wiedzie przez albańskie etnicznie miasto Gusinje. Jest to popularna trasa, w ogromnej części jeszcze szutrowa, wiodąca do leżącej już za granicą doliny Vermosh i Szkodry. Podróż do Szkodry zajmuje cały dzień. Ale trudy podróży wynagrodzone są widokami i ekscytacją powodowaną wjazdem do Albanii. Kraju innego niż wszystkie pozostałe. Innego niż... wszystko.

Albania - powrót do przeszłości

To miejsce wyjątkowe. Nawet jeśli zestawimy je z innymi krajami Półwyspu Bałkańskiego. Swoją odmienność kulturową manifestuje przede wszystkim malowniczym bałaganem, luźnym podejściem do spraw poważnych dla odpowiedzialnego europejczyka oraz niebywałą, podzwrotnikową przyrodą górską. Malownicze góry stanowiące znakomitą większość kraju zamieszkałe są przez lud hardy, żyjący według twardych zasad. Wywodzi się on - według ustaleń historyków - od starożytnych Illirów, ludu mocno zawadiackiego. Do dziś zdarzają się tu przypadki wendetty, czy zajazdów (jak kto woli - najazdów) na sąsiadów. Według oficjalnych danych z obawy przed zemstą żyje obecnie w odosobnieniu ponad 600 rodzin! Co ciekawe, są to zaszłości sięgające nawet trzech pokoleń. Liczbę ofiar samosądów w ostatnim ćwierćwieczu szacuje się na ponad 11 tysięcy osób. A wszystko to zgodne jest ze starym albańskim kodeksem zwanym kanun. Radykalne rozwiązywanie sporów klanowych z pewnością ułatwia fakt, że po upadku reżimu komunistycznego z magazynów zginęło kilkaset tysięcy sztuk broni palnej. Zatem jeśli podejrzewacie, że któryś z waszych przodków miał zaszłości z Albańczykami - miejcie się na baczności! W innym przypadku spotkacie się wyłącznie z życzliwością. Przywiązanie do tradycyjnych zasad nakazuje Albańczykom traktować gości z honorami, co przekłada się na zapewnienie noclegu i posiłku strudzonym wędrowcom - to jedno z najważniejszych zasad prawa kanun. Zapewne dlatego podczas wędrówek po tej wyjątkowej krainie spotykałem się z samymi objawami serdeczności i gościnności wprawiającej niekiedy w zakłopotanie. Gdy los zaprowadzi was w progi albańskich gospodarzy w górach, zostaniecie ugoszczeni "czym chata bogata", dostaniecie też zwykle propozycję spania w ich domu. Czasem wystarczy zatrzymać się przypadkowo przy domostwie, by zostać zaproszonym na zwyczajową, doskonałą kawę, której zwyczaj parzenia dotarł tu razem z Turkami.

Staroświeckie zasady obyczajowe i góralska kultura klanowa doskonale wpisują się w krajobraz Albanii. Kraju wybitnie górskiego i słabo rozwiniętego. Nawet dziś wiele dróg krajowych jest po prostu górskimi szutrami, a wioski zaznaczone na mapie możecie minąć, nie widząc żadnych zabudowań - gospodarstwa są położone wysoko, porozrzucane, a drogi do nich to wąskie ścieżki, prowadzące przez drewniane wiszące nad strumieniami mostki. Popularny jest nadal system przemieszczania dóbr polegający na transporcie koszy na rolkach po drucie zawieszonym między gospodarstwem a drogą. Gdy raz w tygodniu przejeżdża obwoźny sklep w koszu zjeżdża kasa, a wracają do domu towary, których gospodarz nie jest w stanie sam wytworzyć (zwykle jest to tylko sól, oliwa i paliwo do generatora prądu).

Turystyczny kanon

Gdzie w Albanii warto pojechać? Na faworyta zasłużenie typowana jest dolina Theth w Górach Przeklętych. Śmiało można powiedzieć, że to miejsce wyjątkowe. Choć od kilku lat dociera tu masowa turystyka, a nitka asfaltu z roku na rok sięga bliżej samego Thethi - jest to miejsce obowiązkowe w marszrucie. Zwłaszcza, że po przyjeździe do Albanii doliną Vermosh wystarczy zawrócić w okolicach Szkodry z powrotem na północ, wybierając kolejną dolinę na wschodzie. Theth to przede wszystkim absolutnie spektakularne widoki, szczyty gór Prokletije są tu bardzo poszarpane, granie wystają, jak smocze zęby i opadają pionowo półtorakilometrowymi ścianami wprost do doliny, gdzie znajduje się stara wioska z kamiennymi wieżami stanowiącymi niegdyś schronienie przed zemstą kanun. Dziś w Theth są kempingi (na modłę albańską), ale można - i warto - poszukać miejsc na dzikie biwaki. Powrócić z Theth można kolejną doliną. To cały dzień jazdy ze średnią prędkością 10km/h, na reduktorze i z pocztówkowymi widokami za oknami. Co prawda, jadąc tą drogą, ze względu na ciągłe uskoki, dziury i kamienie zarzekałem się, że następne wakacje spędzę w płaskiej jak stół Holandii, ale pętlę Theth polecam każdemu podróżnikowi. A spieszyć się warto, bo region ma duży potencjał turystyczny i z pewnością wraz z dotarciem tam asfaltu straci swój urok. Miejscem krajobrazowo bardzo bliskim Theth (znajduje się po drugiej stronie północno-wschodniego masywu Prokletije) jest dolina Valbone. Jeśli chcecie się tam dostać z Theth samochodem okazuje się to długa wycieczka, choć według mapy, w linii prostej nie jest to daleko. To dobre zobrazowanie podróżowania po Albanii, gdzie niewielkie odległości zyskują nowy wymiar.

Kolejnym albańskim kanonem jest Park Narodowy Lure. Na tym wysokogórskim obszarze znajdują się liczne jeziora polodowcowe. Widoki nie są tu tak zapierające dech w piersiach, jak w Theth, za to istnieje gęsta siatka szlaków. Wiele z nich stanowi spore wyzwanie, gdyż są to szlaki po ciężkim sprzęcie pracującym przy wycince drzew (prowadzonej intensywnie, mimo że jest to teren parku narodowego). Po opadach (obecnych tu często wiosną i jesienią) niektóre drogi są nieprzejezdne bez wyciągarki i naprawdę solidnej dawki pracy "w plenerze". Latem obfite opady raczej wam nie grożą. Przeciwnie - spotkacie prawdziwie podzwrotnikowy klimat i krajobraz. Im dalej na południe, tym bardziej wyrazisty. Środkowa i południowa Albania to góry spalone słońcem, z dominującymi szarościami i niewielkimi wyspami zieleni. Niewiele jest tam chat czy osad, gospodarstwa są porozrzucane po górach. Dotrzeć do nich można jedynie wąskimi ścieżkami dla przysłowiowej kozy. Warto pamiętać, że przejazdy przez takie obszary pochłaniają dużo czasu, a odległości rzędu sześćdziesięciu kilometrów będziecie pokonywać przez cały dzień.

W szerokich dolinach znajdują się miasteczka i nitki szos krajowych (które jednak potrafią mieć odcinki szutrowe, choć coraz rzadziej). Takie miasta jak Berat czy Gjirokastra warto potraktować jako przystanki na trasie. I nie chodzi tu wyłącznie o zaopatrzenie, ale przede wszystkim o klimat wąskich uliczek średniowiecznej zabudowy i liczne zabytki. Miasta te nadal zachowały charakter tureckich kasab, lokalnych ośrodków handlowych Imperium Osmańskiego.

Albania zaskakuje. Kiedyś, jeden ze spotkanych Albańczyków powiedział mi, że my turyści nie przyjeżdżamy tu dla piękna przyrody czy kultury. Przyjeżdżamy zobaczyć tu trzeci świat. W zasadzie rozumiem go, bo patrzy na nas jak na europejczyków oglądających albański bałagan ze swojej ułożonej i bezpiecznej perspektywy. Albania zmienia się szybko i zmieni się na zawsze. Ciągle jednak będzie harda, dzika i nieprzewidywalna.

Gdzie jechać ?

Każdy z opisanych w obu częściach krajów oferuje coś innego. Rumunia to przede wszystkim Karpaty, góry o podobnym do naszych klimacie, pełne rzek, strumieni, zielonych połonin, lasów i soczystego off-roadu z błotem w roli głównej. Kraj przyjazny, ucywilizowany i bliski. Bułgaria to przedsmak klimatów cieplejszych, dużo dzikich przestrzeni i kulturowy miks wschodu z zachodem. Bośnia i Hercegowina oferuje bałkańskość w czystej formie, tygiel kulturowy, Mostar i Sarajewo, ale także upiorne pozostałości wojny, która pozostawiła po sobie zniszczone, niezamieszkałe dziś wioski i miasteczka. Czarnogóra to na mapie Bałkanów mały, najsłabiej zaludniony kraj, gdzie odnajdziecie niebywałą przyrodę, wielkie kaniony, puste płaskowyże i surowe łańcuchy górskie, a po tygodniu spędzonym w dziczy i głuszy możecie zażyć luksusów i zgiełku nadmorskich kurortów. I wreszcie Albania - kraj absolutnie wyjątkowy, dzięki wieloletniej izolacji od świata nadal pierwotny i dziki, jakby nie przystający do Europy, w której przecież się znajduje.

Wybór należy do was, ale... Dobra na początek jest Rumunia: bo blisko, bo jest członkiem Unii Europejskiej, bo szybko się rozwija, nie ma problemów z zaopatrzeniem (źródła, sklepy, stacje benzynowe), ma wiele dobrze utrzymanych szlaków w górach. Wypad do Rumunii można połączyć z wizytą w Bułgarii, zwłaszcza że tamtejsze plaże oferują o wiele więcej niż rumuńskie, a są w odległości kilku godzin jazdy od rumuńskiego wybrzeża. Czarnogórę warto połączyć z najciekawszymi miejscami w Bośni i Hercegowinie, ale już na przykład Albanię warto rozłożyć nawet na dwa oddzielne wyjazdy - kraj to nieduży, ale sieć dróg jest tam słabo rozwinięta, średnie prędkości przelotowe są niewielkie, a miejsc do odkrycia - cały ogrom.

Bałkany każdy odkryje po swojemu.

Jak przygotować Land Rovera?

Typowy wyjazd nie będący w założeniu szukaniem guza objedziecie seryjnym, sprawnym Land Roverem. Jeśli jednak życzycie sobie jeździć po mniej uczęszczanych trasach, warto zadbać o kilka spraw. Mocne konstrukcyjnie opony (popularne AT lub MT) zminimalizują ryzyko ich przebicia ułamkami skał. W wysokich trawach albo na środku kolein można trafić sterczące z ziemi solidne kamienie, więc osłony również się przydadzą - w pierwszym rzędzie przedniego dyferencjału i drążków. Snorkel przyda się przede wszystkim nie ze względu na wodę, ale na kurz, zwłaszcza jeśli jedziecie w kolumnie.

Inną kategorię wśród opisywanych krajów stanowi latem Rumunia. W górach bywa sporo gliny, są głębokie koleiny, może tam solidnie popadać. Jeśli będziecie wybierać ambitniejsze trasy - opony MT są dużym ułatwieniem. Pomaga też większy prześwit, zależny od średnicy gum. I oczywiście wyciągarka, bo zawrócenie czasem nie jest proste.

Najważniejszym kluczem do sukcesu jest dobry stan techniczny wozu. Na nic nie zda nam się najlepiej przygotowany w teren Land Rover, jeśli jest nasmiernie wyeksploatowany. Wyprawa może w tym wypadku szybko zamienić się w koszmar. Oczywiście, nawet najlepiej przygotowany samochód może sprawić przykrą niespodziankę. Dlatego pomyślcie o zabraniu pakietu podstawowych części - paski, klocki hamulcowe, łożyska piast czy krzyżaki wałów napędowych to rozsądne minimum. Nawet jeśli nie będziecie w stanie wymienić krzyżaka czy uszkodzonego łożyska piasty we własnym zakresie, zrobi to każdy miejscowy mechanik lub kowal. Ale nie pomoże wam, jeśli nie będziecie mieli części zamiennej.

Ważne jest też pozytywne myślenie i trzymanie się hasła, że "land rovery zawsze wracają do domu o własnych siłach". Optymiści żyją dłużej!

Zaopatrzenie

Wszystkie wymienione kraje są - jak najbardziej - cywilizowane. Problemy z dostępnością produktów w niektórych regionach wynikają z niskiej gęstości zaludnienia. Gdy oddalicie się od większych ośrodków miejskich, będziecie skazani na małe wiejskie sklepiki z tanią, ale niewielką gamą produktów. Ceny zachodnich towarów podobne są do cen w Polsce, zwłaszcza jeśli dokonujemy zakupów w sieciach handlowych. Warto kupować warzywa i owoce z przydrożnych straganów, a sery bezpośrednio od pasterzy - są doskonałe. Uwaga! Może pojawić się problem z zatankowaniem paliwa. Pamiętajcie o tym, że zapuszczając się mniej zurbanizowane regiony, stacje paliw bywają wyłącznie w większych ośrodkach miejskich. W Albanii, Bośni i Hercegowinie oraz w Czarnogórze warto zadbać o zapas wody. Wcale nie jest powiedziane, że wszędzie znajdziecie ją bez problemu, więc gdy macie dostęp do źródła - tankujcie do pełna. W wielu regionach jest sucho i przyroda nie oferuje na każdym kroku wody dobrej jakości. Generalnie - w środku lata im bardziej na południe, tym o wodę trudniej. 

Pieniądze

Euro otwiera wszystkie drzwi, wywołuje uśmiech na twarzy i życzliwość niezależnie od narodowości. Często jednak przeliczniki bywają mało fortunne i warto w banku wymienić euro na lokalną walutę. Najprostszą metodą jest oczywiście wypłacenie lokalnych "wariatów" w pierwszym lepszym bankomacie, o ile jesteście pewni, że wasz bank ma ludzką twarz. Zawsze miejcie przy sobie gotówkę. Z płatnościami kartą bywa bardzo różnie. Na pewno nie zapłacicie nimi w większości małych, lokalnych sklepików. Mogą też być problemy na niektórych stacjach benzynowych, nie będących stacjami sieciowymi. Oczywiście - sytuacja ta zmienia się bardzo szybko, ale w Albanii czy w Czarnogórze (poza wybrzeżem) używanie karty płatniczej nadal nie jest standardem.

Bałkańska kuchnia

O ile w Rumunii ciężko polecać lokalne specjały (kuchnia jest uboga i mało "śródziemnomorska", ale warto raczyć się doskonałymi serami i warzywami z lokalnych upraw), tak Bałkany w tym zakresie oferują całe spektrum doznań. Przez setki lat mieszały się tu wpływy kuchni lokalnej, śródziemnomorskiej i tureckiej. Bałkańskie potrawy obfitują w oliwę, bakłażany, cukinie, pomidory i oczywiście - mięsiwa: mocno przyprawioną wołowinę i przede wszystkim baraninę. Na wybrzeżu królują potrawy z ryb i owoców morza, we wszelakiej postaci. Trudno nie wspomnieć też o winach wszelakich szczepów, powszechnie wytwarzanych wszędzie na południe od Dunaju. Chardonnay kupione w plastikowej butelce po coli, bezpośrednio od wytwórcy win pod bułgarskim Melnikiem może się okazać jednym z najlepszych, jakie próbowaliście.

Biwakowanie na dziko

Dla wielu jest to kwintesencja wyjazdów na Bałkany. Czas, w którym możemy odciąć się od wygód cywilizacyjnych, telefonów, telewizji, internetu - pozwala przeżyć swoiste katharsis. To oczywiście kwestia indywidualna, ale nie ma nic piękniejszego niż zachód słońca w górach, ognisko i wszechobecna cisza. Jeśli zaczynamy naszą przygodę z biwakowaniem na dziko w górach, warto pamiętać o kilku podstawowych zasadach. Upewnijmy się, że nie rozbijamy się na prywatnym terenie, a jeśli w okolicy widzimy gospodarstwa lub chaty pasterzy - zapytajmy o zgodę. Miejsca na biwak wybierajmy rozsądnie. Siodło na grzebiecie gór czy szczyt nie będzie wyborem trafionym. O wiele lepsze są ściany lasu czy doliny, gdzie rozbić możemy się zwykle na polanie przy strumieniu. Jeśli decydujemy się na rozpalenie ogniska, róbmy to z głową, zwłaszcza że na Bałkanach bywa bardzo sucho. Miejsce ogniska okopmy, a przed pójściem spać zalejmy je dużą ilością wody, póki nie upewnimy się że wygasło całkowicie. Zbrodnią jest wycinanie żywych drzew na opał. Wszelkie śmieci zabierajmy ze sobą. Zostamy miejsce biwaku dokładnie w takim samym stanie, w jakim je zastaliśmy. I oczywiście kwestia niedźwiedzi, wokół których narosło dużo legend. Niedźwiedź boi się człowieka i go unika. Na biwaku zachowujemy się zwykle głośno, więc niedźwiedź obejdzie nas bardzo, bardzo szerokim łukiem. Wszelkie wypadki z niedźwiedziami wydarzyły się wyłącznie w przypadkach, gdy niedźwiedź został zaskoczony np. przez zbieraczy runa leśnego. Dość powiedzieć, że na Bałkanach nie odnotowano w ogóle przypadków ataków niedźwiedzi na turystów.

Legalność jazdy Dynamika zmian na Bałkanach jest bardzo duża i postępuje proporcjonalnie do wkraczania "norm cywilizacyjnych". O ile w Czarnogórze i Albanii nie ma kompletnie problemów z jeżdżeniem po górskich szlakach (oczywiście z wyłączeniem parków narodowych) to np. w Rumunii już od kilku lat widać pierwsze symptomy "nowego". Istnieje coraz więcej zakazów wjazdów i szlabanów na drogach leśnych. Zanim zaplanujecie własne trasy zorientujcie się, czy nie zamierzacie jeździć po terenach chronionych. Nawet jeśli nie ma zakazów, pamiętajcie o zasadach Tread Lightly - poruszajcie się wyłącznie po wytyczonych szlakach, nie jeździjcie poza drogami, nie rozjeżdżajcie połonin. Niestety - to ostatnie jest dość nagminne, a mało kto zdaje sobie sprawę że wyryte koleiny na dzikiej połoninie potrafią zmienić ekosystem, kierując np. spływającą wodę w inne niż dotychczas miejsca odpływów. Korzystajcie z gościnności tych krajów i liberalnego podejścia do turystów w terenówkach, ale bawcie się z głową.

Tekst i zdjęcia: Zwodniczy Motorniczy

Zamknij

Używamy plików cookies, aby ułatwić Ci korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych.
Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia.
Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki.