Błoto dla zuchwałych (Rumunia)

16 marca 2016

Brak czasu dokucza nawet przy planowaniu wyjazdów. Co zrobić, gdy masz tylko tydzień, a chcesz uciec od cywilizacji? Jechać gdzieś blisko! Rumunia to idealne rozwiązanie na małą wyprawę 4x4. A żeby nie było zbyt słodko, postanowiliśmy, że będzie to zabawa w stylu HD. Rumuńskie Karpaty świetnie się do tego nadają.

Dojazd do Rumunii ma pewną bardzo ważną zaletę: trasę da się pokonać w jeden dzień, więc już następnego ranka można przy śniadaniu zachwycać się dzikim Maramureszem.

 

Na skróty

Wyprawę rozpoczęliśmy tradycyjnie - w Satu Mare, skąd uje większość ekip udających się w głąb królestwa Draculi. A ponieważ podróż przebiegła zgodnie z planem - pierwszą noc spędziliśmy w górach na dobrze znanej polance. I choć noc była dość chłodna to poranek przywitał nas pięknym słońcem. Śniadanie w tak pięknych okolicznościach przyrody wynagrodziło trudy poprzedniego dnia. Wzmocnieni i wypoczęci, z hasłem "drum bun" (po rumuńsku: dobrej podróży) ruszyliśmy w dalszą drogę. Pierwszym celem była śliczna połonina, ale nazwa Rumunia HD zobowiązuje i zamiast zjazdu z drogi prosto na zieloną trawkę wybraliśmy stromy skrót przez las. Nosił wprawdzie ślady wcześniejszych przejazdów, jednak głębokie wymyte przez wodę koleiny stanowiły niezłe wyzwanie. Przejazd zakończyła klasyczna "wklejka", której niektórzy świadomie nie ominęli. Ale było warto: widok połoniny zachwycał swoim urokiem.

Jadąc dalej - już w kierunku lasu, wjechaliśmy w strefę naprawdę głębokich kolein. Sądząc po śladach, jeszcze kilka tygodni temu mogła toczyć się tutaj ostra walka o przejechanie każdego metra, a w okolicy - ani jednego drzewa! Trochę żałowaliśmy, że błoto wyschło - mogło być tak pięknie... Gdy droga zgłębiła się w las, w pobliżu opuszczonej leśniczówki znaleźliśmy bajkowy zagajnik na nocleg, ognisko i pełną emocji wymianę wrażeń z pierwszego dnia.  Oczywiście  najciekawiej było słuchać załóg, które pierwszy raz w życiu wybrały się w taką podroż.

Następnego dnia ruszyliśmy do Sapanty. Kto zna ten rejon Rumunii, wie, że z Satu Mare to niedaleko i zapewne się zdziwi, że jechaliśmy tam aż dwa dni, ale... my po prostu gnani potrzebą przygody jechaliśmy... na skróty.

Górska zima zweryfikowała naszą wiedzę o tutejszych drogach. Niektóre z nich zupełnie zniknęły rozmyte przez rwące po roztopach potoki, ale pojawiły się nowe. Miejscowi drwale świetnie sobie radzą z naturą: zmyło drogę, nie szkodzi - zrobi się objazd. Co z tego, że wymaga to slalomu między drzewami, a przeciążone mosty samochodu skrzypią niemiłosiernie. Nic to! Dym, huk, ogień i wytrwale przemy naprzód. Cieszyło zdziwienie tubylców, gdy zobaczyli nasze auta na końcu "nieprzejezdnej" - ich zdaniem - drogi. 

 

Wzdłuż torów

Każdy powinien odwiedzić Sapantę i jej jedyny na świecie "wesoły cmentarz". Zapoczątkowana w 1935 roku tradycja stawiania kolorowych nagrobków opowiadających o życiu lub śmierci zmarłych zaowocowała powstaniem jednej z największych atrakcji Rumunii. A dla łasuchów - dobra nowina: niedaleko cmentarza jest fajna restauracja, gdzie podają pyszne regionalne dania i oczywiście trzeba zjeść obowiązkowo ciorba de burta. Bez ciorba de burta (zabielane flaki wołowe) nie ma Rumunii.

Następnym punktem podróży był przejazd (śladem budowniczych) wzdłuż kolejki wąskotorowej. Z  Sapanty ruszyliśmy więc w kierunku Sighetu Marmatiei. Biwak założyliśmy niedaleko wioski, ale jej mieszkańcom w ogóle nie przeszkadzała nasza obecność. Pasterze pędzący rano na wypas stado owiec zgrabnie omijali nasz obóz.

Przejazd trasą kolejki jest znany off roadowym globtroterom, ale powodzenie tej misji jest uzależnione od stanu płynącej obok rzeki. Dopiero po dojechaniu do miejsca, w którym droga kończy się w rzece byliśmy w stanie ocenić, czy przejazd będzie możliwy. Mieliśmy szczęście: poziom wody nie był bardzo niski, ale umożliwiał przejazd bez szczególnego moczenia wnętrza samochodów. Mimo kilku zalań maski, małych zawieszeń na rzecznych kamieniach, jednej akcji ratowniczej i kilku zamoczonych par butów nie odnotowano żadnych ani w sprzęcie, ani w ludziach. I tak, przeskakując od zakola do zakola, od wysepki do wysepki, z kamienia na kamień dotarliśmy do stacji końcowej. Po drodze minęło na kilka ciekawych "pociągów". O ile do celów turystycznych i przewozu drewna służą mocno wiekow, ale tradycyjne kolejki z lokomotywą i wagonikami, to transport drwali i robotników odbywa się za pomocą osadzonych na podwoziu wagonika nadwozi przeróżnego rodzaju busików i starych ciężarówek.

Lekko rozmoczeni, ale zadowoleni ruszyliśmy dalej. Droga wyglądała fajnie: miała dużo dziur, trawersów, kolein i innych atrakcji. Złośliwe ogromne drzewo leżące w poprzek stromego podjazdu poddało się sile naszych siekier i wyciągarki. Prześwit  między drzewami obiecywał piękną połoninę - w sam raz na nocleg, ale musieliśmy się wycofać. Koniec drogi okazał się nieprzejezdną zrywką i musieliśmy poszukać sobie innego miejsca na obóz.

 

Nareszcie błoto!

Następny dzień przyniósł rozwiązanie problemu drogi, która zniknęła. Za pomocą mapy, rąk, kilku znanych w języku rumuńskim wyrazów oraz paczki papierosów uzyskaliśmy informację, gdzie jest właściwa droga i jak dotrzeć do Borsy. I tu się zaczęło. No problem Borsa drum okazał się kilkugodzinną trasą pełna wyzwań. Mieliły koła, tryskało błoto, wyły wyciągarki, droga nas połknęła i nie chciała wypluć.

Po dotarciu do Borsy samochody i ich załogi wyglądały mniej więcej jednakowo opłakanie. Przed udaniem się do sklepu w celu uzupełnienia zapasów doprowadziliśmy się do porządku. Ubrania zostały zmienione, rączki umyte i udało się nawet usunąć z włosów resztki błota. Dojazd do następnego noclegu prowadził przez opuszczoną strefę industrialną, gdzie straszą ruiny budynków i od kilku lat z pękniętej rury tryska fontanna wody.

Kolejny dzień miał być spokojny i turystyczny, ale los postanowił inaczej. Zostawiliśmy za sobą Maramuresz i wyruszyliśmy w równie malownicze Kelimeny. Tutaj za miejscowością o nazwie Gura Haiti, na terenie parku narodowego znajduje się odkrywkowa kopalnia siarki. Mijamy szlaban i pilnującego go strażnika, jeszcze kilka metrów w górę i jest: mieniący się kolorami ogromny krater. Wspólne dzieło ludzkich rąk i natury. Znamy opinię ekologów o tym, że kopalnia zatruwa środowisk, a po drodze widzieliśmy pomarańczową wodę w potokach, ale mimo to widok zrobił na nas ogromne wrażenie.

Dalsza eksploracja Kelimenów zakładała przejazd przez połoniny i tutaj niestety, mimo wiosny, napotkaliśmy na półce skalnej zalegające do połowy drogi zaspy śnieżne. Już wiedzieliśmy, że nie wszyscy tędy przejadą, zwłaszcza, że na połoninach - według strażnika z kopalni -  także zalegał śnieg. Ze względu na prowadzenie wyprawy przez dwie załogi podjęliśmy decyzję o fakultetach dla chętnych. Łopaty poszły w ruch i po przekopaniu najbardziej kłopotliwego odcinka zwałów śniegu część ekipy pojechała dalej. Spotkany po drodze jadący z przeciwka miejscowy fanatyk 4x4 wytłumaczył nam, którędy należy jechać, aby ominąć miejsca, gdzie zima nie chce dać za wygraną. Druga część ekipy wybrała łatwiejszą drogę zjazdu. Pomimo zmiany planów i braku możliwości przejazdu przez Kelimeny połoninami oba objazdy okazały się równie malownicze. To jedno z piękniejszy pasm w Karpatach a swoim charakterem nieco rożni się od Maramureszu. Tu zawsze udaje się znaleźć alternatywną drogę a przecież poznawanie nowych szlaków to też przygoda. Obie grupy całe i zdrowe spotkały się następnego dnia.

Powoli zaczęliśmy kierować się w stronę granicy. Nie chcąc jednak rezygnować z rumuńskich bezdroży, skręciliśmy z drogi w góry Bargaului i tutaj czekało na nas jeszcze kilka przygód. Trafiliśmy na drogi zrywkowe i używane do przewozu drewna. Takie przejazdy  potrafią być nie lada wyzwaniem i wymagają umiejętności jazdy technicznej. Ale co to dla nas! W ciągu kilku ostatnich dni nie z takimi przeszkodami dawaliśmy sobie radę.

Ostatni nocleg, ostatnie ognisko, ostatni piękny górski poranek. Naprawdę nie chciało nam się wracać do domu. Więc, la revedere Romania, niedługo tu wrócimy. Przecież jest niedaleko...

Tekst: Agnieszka Bednarczyk 

fot. The National Roads and Motorists' Association via Scandinavian / CC BY

Zamknij

Używamy plików cookies, aby ułatwić Ci korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych.
Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia.
Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki.