Rumunia i jej Land Atelier

16 marca 2016

Wakacje to czas poszukiwań - tych małych i tych dużych. Niektórzy z nas zdołają wyrwać się zaledwie kilkaset kilometrów od domu, inni spalą zapewne setki litrów paliwa, by odbyć  podróż, o której opowiada się potem przez lata.

Który wariant wybrać? Mam propozycję dla tych, którzy mają chrapkę na trochę dalszy wypad, ale chcą pozostać w Europie. Zapraszam na południe, do Rumunii. Jeszcze kilka lat temu usłyszałbym w tym momencie masę jęków, musiałbym stawić opór fali zarzutów rzucanych z powodu niewiedzy i utrwalonych w minionej epoce opinii. Dzisiaj stare stereotypy ustępują: Polacy coraz częściej pytają o Rumunię z ciekawością, odchodząc od nieuzasadnionej niechęci.

Moje pierwsze spotkanie z Rumunią miało miejsce w 1997 roku, kiedy miałem przyjemność wraz ze ś.p. Jackiem Olesińskim brać udział w prestiżowym wówczas rajdzie przeprawowym Tranyslavania Trophy. Wrażenie nie było najciekawsze - wydawało się wtedy, że kraj ten jest oddalony o lata świetlne od Polski w jej złotym okresie transformacji ustrojowej.

Wróciłem do Rumunii trochę przez przypadek. Upłynęło już 6 lat od pamiętnego rajdu, kiedy zadzwonił do mnie kolega pracujący w tamtych latach w Bukareszcie. Zaproponował, abym wpadł na weekend. Nie musiał mnie długo przekonywać i już kilka dni później spacerowaliśmy po przepięknej starówce stolicy Rumunii. Odwiedzaliśmy knajpki i okoliczne bary, rozpływając się w typowo południowym klimacie znanym z obleganej przez turystów Grecji. Tyle, że tutaj bez hałaśliwych tłumów.
Najbardziej przykuła moją uwagę wielka liczba samochodów spod znaku "zielonego jaja". Już wtedy Land Rover był moim sposobem na życie, więc przestrzeń pomiędzy moimi uszami przepełniała w tamtym momencie taka oto złota myśl: otwieram tu firmę i będę sprzedawał części. I tak się zaczęło.

Moja żona i znajomi szeroko otwierali oczy ze zdziwienia, gdy opowiadałem im o moim pomyśle. Jednak po szybkim rozpoznaniu okazało się, że w Rumunii był tylko jeden importer części, co dawało spore szanse na powodzenie mojego projektu. Tak, tak - w całym kraju działał tylko jeden oficjalny importer samochodów i części marki Land Rover.
Otwieranie mojej firmy zacząłem od znalezienia "tubylca" - osoby znającej język, kraj, obyczaje, do tego zaufanej i skłonnej zakochać się w "jedynej słusznej marce". Na horyzoncie pojawił się Catalin, który... nigdy jeździł Land Roverem . "Idealny" - pomyślałem z przekąsem. Jednak Catalinowi ani brak wiedzy o samochodach, ani humanistyczne wykształcenie nie przeszkodziły w tym, by - jak się potem okazało -  przez kolejne lata z powodzeniem prowadzić i rozwijać firmę.
Resztę ekipy zebraliśmy głównie z ludzi, którzy tak, jak Catalin byli niezadowoleni ze swoich profesji. Zostali z nami do dziś. Choć początki były trudne, a szkolenia zaczynaliśmy od uczenia budowy podstawowych elementów samochodu - udało się. Nazywamy się Land Atelier i jesteśmy pierwszym, niezależnym sprzedawcą części w całej Rumunii.

Dynamiczny rozwój projektu, którego pomysł zrodził się przy okazji spożywania miejscowego trunku, sprawił, że jesteśmy dziś profesjonalnym serwisem Land Rovera. A uwierzcie, że otworzenie tu serwisu samochodowego jest piekielnie trudne. Potrzebne jest pozwolenie z ministerstwa transportu, a wyposażenie warsztatu musi spełniać miejscowe wymogi: jeśli oferujesz wymianę klocków hamulcowych - musisz mieć urządzenie diagnostyczne do sprawdzania hamulców. Gdy proponujesz wymianę elementów układu kierowniczego - musisz mieć urządzenie do sprawdzania geometrii. To samo dotyczy klimatyzacji, zawieszenia i wszystkich innych podzespołów i elementów samochodu. Gdy wreszcie uda się wszystko skompletować według obowiązujących norm, musisz przygotować się na wizytę delegacji urzędników, która wszystko skrupulatnie sprawdzi. I tak co pół roku. System podnosi koszty uruchomienia warsztatu, ale klienci otrzymują profesjonalną obsługę na poziomie autoryzowanego serwisu.

Rumunia mnie pochłonęła i choć czasem przerost biurokracji utrudnia życie to kraj ten oferuje o wiele więcej niż oczekuje. Mam niekiedy wrażenie, że to ostatni wolny kraj w UE: jeździsz, gdzie chcesz i jak chcesz, a górskie, leśne drogi nie straszą szlabanami i zakazami. Ogromne przestrzenie pozbawione miejskich zabudowań przywodzą na myśl dużo bardziej odległe krainy, a widok rozległych zielonych połonin i pasących się na nich koni - zapiera dech w piersi. Naturalne piękno Rumunii pozwala na niespotykane gdziekolwiek indziej czerpanie satysfakcji z obcowania z naturą.
Jeśli chcecie naprawdę żyć w te wakacje, a nie tylko jakoś je przeżyć - jedźcie do Rumunii. Zasmakujcie regionalnej kuchni, odwiedźcie zawsze otwarte, położone wysoko w górach cerkwie, które za "co łaska" ugoszczą lepiej niż niejeden motel. Zapuście się w głąb średniowiecznych miasteczek i pozwólcie sobie cieszyć się niepowtarzalnym klimatem tej krainy.
Przy odrobinie szczęścia napotkacie w górach najprawdziwszy cygański tabor wyglądający tak, jakby został magicznie przeniesiony z początku ubiegłego wieku. Podczas tych poszukiwań uważajcie jednak na... okoliczne niedźwiadki, które nie będą miały skrupułów, by poczęstować się waszymi zapasami.
Rumunia to wspaniała kraina. Pozwólcie sobie w niej zaistnieć.

W razie jakichkolwiek kłopotów na południowych szlakach zapraszam w imieniu całego Land Atelier Srl do kontaktu z nami. Na pewno pomożemy, a w razie potrzeby doślemy części lub polecimy zaufany serwis znajdujący się najbliżej waszego miejsca postoju. Jeśli zawitacie do Bukaresztu - zapraszamy na pyszną kawę i darmowy przegląd dla podróżnych na Soseaua Pantelimon. 

Tekst: Leh Dulinescu 

Zamknij

Używamy plików cookies, aby ułatwić Ci korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych.
Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia.
Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki.