Subiektywny bałkański przegląd wyprawowy

15 marca 2016

Nie da się nie zauważyć znaczącej ewolucji polskiego off-roadu w ostatnim dziesięcioleciu. Coraz mniej jeździmy wokół przysłowiowego "komina", za to coraz bardziej ochoczo pokonujemy kilometry szlaków  w bardziej lub mniej egzotycznych zakątkach świata. Zwykle jednym z pierwszych kierunków na wyprawowej mapie off-roadera są Bałkany. To naturalny wybór każdego poszukiwacza przygód. Region bliski, ale zarazem egzotyczny, oferujący dużą dawkę podróżniczej wolności i ...wariactwa.

"Gdyby Bałkany nie istniały, należałoby je wymyślić" - Hermann Keyserling, niemiecki filozof kultury.

Bałkany to pojęcie charakteryzujące region zarówno w sensie geograficznym, jak i - a może:  przede wszystkim, etnicznym i kulturowym. Słynne stwierdzenie "kocioł bałkański" doskonale charakteryzuje obszar, na którym przeplatają się wpływy Zachodu i Orientu. Obecne są tu zarówno wpływy starożytnej Grecji i Rzymu, Bizancjum jak i oczywiście Imperium Osmańskiego. Stworzyło to ekscytującą, egzotyczną mieszankę wybuchową - w stylu znanym chociażby z filmów Emila Kusturicy czy muzyki Gorana Bregovicza. Ludzie są tu bardzo szczerzy w kontaktach towarzyskich, otwarci dla przyjezdnych, jednocześnie bardzo temperamentni, jak na południowców przystało. Obok kulturowej różnorodności, największa wartość Bałkanów leży w przyrodzie i krajobrazach, ukształtowanych przez liczne łańcuchy i pasma górskie. Dzięki niewielkiemu zaludnieniu większości tych obszarów, możemy rozkoszować się zarówno wolnością podróżowania, widokami, jak i pierwotną kulturą mieszkańców tych rejonów, którzy dobrodziejstwa globalizacji mają głęboko w... nosie. Nikt tu nie ma pretensji do biwakowania na dziko, w gęściej zaludnionych dolinach gospodarze zezwalają (ma się wrażenie, że z entuzjazmem) na biwak na swojej posesji, a późniejsze bratanie się trwać może do białego rana, przy genialnych winach i serach własnej produkcji. 

 Postaramy się przybliżyć kraje bałkańskie z perspektywy prawie dekady podróżowania terenówką. Tytułowy subiektywizm jest tutaj nie do uniknięcia - każdy odkryje własne Bałkany i każdy będzie je widział przez pryzmat własnych spostrzeżeń. Nie jest też naszą ambicją napisanie przewodnika, ze względu na mnogość dobrych pozycji wydawniczych na rynku. Zamiast tego położymy nacisk na aspekty turystyki off-road, które mogą pomóc czytelnikowi w podjęciu decyzji, w który region Bałkanów się wybrać.

Rumunia - raj włóczykijów

Oczywiście według najczęściej obowiązującej  definicji, Rumunia do Półwyspu Bałkańskiego nie należy. Jednak nie może jej zabraknąć w tym zestawieniu. Nadal jest to najpopularniejszy kierunek wśród polskich podróżników 4x4. W Rumunii turyści w terenówkach są mile widziani i to nie tylko w licznych pensjonatach położonych przy szosie Transfogaraskiej. Kraj ten obejmuje sporą ilość dróg górskich  stanowiących często jedynie połączenie między wioskami w dolinach i sezonowymi chatami pasterskimi wśród górskich łąk. Klimat jest tu przyjemnie umiarkowany. Wiosna zaczyna się dość wcześnie, choć zalegający do maja śnieg jest w wyższych partiach gór normą. Górska przyroda w dużym stopniu przypomina tę bieszczadzką, a większość pasm ma łagodne kulminacje o charakterze rozległych łąk wysokogórskich. Zaludnione doliny wypełnione są wioskami, w których mieszkają dumni Wołosi, ukrywając w nich na całe stulecia dominacji saskiej kulturę, której korzenie sięgają starożytnego Rzymu i Daków (z czym zgadzają się wszyscy rumuńscy historycy i prawie żaden innej narodowości). Rumuńska wieś stanowi ciekawy kontrast z miastami Siedmiogrodu, miastami o zwykle trzech nazwach: rumuńskiej, węgierskiej i niemieckiej, świadczących o trzech różnych wpływach kulturowych określających dzisiejsze oblicze Transylwanii. Nie ma tu najmniejszych problemów z biwakowaniem na dziko (oczywiście w granicach rozsądku, omijamy parki, rezerwaty, nie podpalamy lasów i nie śmiecimy), a możliwość jazdy po szlakach górskich jest wręcz "świętym Graalem" turystyki off-road.

Jadąc z Polski, do Rumunii najprościej wjechać przez dwa przejścia graniczne. Satu Mare stanowi bramę wjazdową do historycznego regionu Maramuresz, a położone na południu duże, przez wieki węgierskie, miasto Oradea jest najprostszą drogą w Góry Zachodniorumuńskie, wyrastające z Wielkiej Niziny Węgierskiej. Bliskość zachodniego sąsiada sprawia, że  - biorąc pod uwagę rumuńskie uwarunkowania - istnieje tu od niedawna rozwinięta infrastruktura turystyczna. Madziarów i Rumunów przyciągają do parku Apuseni skalne wąwozy, mnogość jaskiń, formacje skalne oraz... dostępność. Wszystko dzięki wybudowanym po 2010 roku szerokim drogom szutrowym, a nawet asfaltowym. Inne oblicze tego regionu ukazuje nam się po przekroczeniu wschodniej granicy parku. Będące malowniczym nieładem sezonowe wioski drwali otaczają zalesione wzgórza z łysymi plackami, na których sterczą tylko kikuty drzew. Las po "chemioterapii". Tutaj gospodarka leśna prowadzona jest pełną parą, choć często jeszcze z wykorzystaniem pierwotnych technik. Przy zwózce drewna, w wielu sytuacjach koń okazuje się nadal niezastąpiony.

Pasma na wschodzie, czyli Gilău i Muntele Mare, stają się mniej gwarne. Ciągnące się kilometrami połoniny oferują przepiękne widoki i atrakcje terenowe. Warto upewnić się co do dwóch spraw - i są to fundamentalne kwestie w przypadku Rumunii - czyli legalności tras oraz naszych możliwości pokonywania gliniastego terenu. Należy być świadomym, że na tego typu szlakach, po opadach może nas czekać "mega ofrojdnyj drajw", co oczywiście wielu poczytuje sobie za przyjemność. Warto jednak pamiętać, że po traktor bywa dość daleko. Warunki terenowe, poza utrzymywanymi dobrze szlakami szutrowymi, to typowa górska glina z kamieniami. Kluczową kwestią jest oczywiście odpowiednia trakcja, której czasami nie jest w stanie zapewnić opona klasy AT. Przydają się też osłony newralgicznych elementów podwozia. Oczywiście, to wszystko dla szukających wrażeń i nie lubiących zawracać, gdy warunki staną się bardziej wymagające. W większości przypadków sprawna, seryjna terenówka z oponami klasy AT w zupełności wystarczy do zwiedzania Rumunii z dala od asfaltowych dróg.

Na południu Góry Zachodniorumuńskie dość płynnie przechodzą w łagodniejsze pasma górskie, ciekawe choćby z powodu wielkich projektów kopalni odkrywkowych. Jednym z bardziej intrygujących i fascynujących miejsc jest zatopiona w toksycznym jeziorze wioska Geamăna, zatopiona pod taflą wody mieniącej się feerią toksycznych czerwieni, błękitów i zieleni. Na wschodzie góry kończą się wąwozami, tworzącymi wąskie korytarze o wysokich skalnych ścianach, dnem których wartko płyną strumienie, tworzące zlewiska rzek Wyżyny Transylwańskiej. Choć często traktowana tranzytowo, jej miasta są zdecydowanie warte odwiedzenia. Na wąskich uliczkach Sighișoary czy Sybinu czuć wyraźnie ducha Austro-Węgier. Niestety, poza ładnymi, czasem klimatycznie zaniedbanymi starówkami, miasta nie grzeszą urodą. To raczej postsocjalizm i postindustrializm w zardzewiałej formie. Lecz Siedmiogród to również malownicze i z roku na rok coraz schludniejsze wioski, w których znajdziemy wpływy zarówno saskie jak i wołoskie - choćby pod postacią wspaniale rzeźbionych i pięknie malowanych drewnianych bram i sakralnej architektury drewnianej, charaktyrystycznej dla regionu Maramuresz. Ta kraina historyczna stanowi północną granicę Rumunii i jest wyjątkowo ciekawa ze względu na jej mocno jeszcze widoczny, etniczny charakter. Maramuresz uważany jest za swoisty inkubator kultury wołoskiej, będącej wynikiem przenikania się wpływów prawosławia, kultury rumuńskich górali i Rusinów, którzy do dziś zamieszkują rumuńską część regionu, o czym świadczą podwójne, rumuńskie i ruskie (nie mylić z rosyjskimi) nazwy wielu miejscowości, przykładem może być wieś Ruskova. Góry są tu łagodne, choć wysokie, w czym są podobne do Karpat Ukraińskich. Doliny gęsto zaludnione, stanowią wyjątkowy na skalę światową skansen drewnianej architektury. Niezapomnianym widokiem są orszaki weselne, lub całe wioski w strojach ludowych zmierzające do kościołów na niedzielne msze w cerkwiach. W Maramureszu warto z pewnością odwiedzić słynny "wesoły cmentarz" w Săpâncie, skosztować palinki (mocna śliwowica), odwiedzić jakąś cerkwię, kupić przepyszne pomidory ze straganu (nie kupujcie warzyw w supermarketach, tylko i wyłącznie ze straganów lub wiejskich sklepików), ale przede wszystkim warto przemierzać gęstą sieć leśnych i górskich  dróg, rozkoszować się ogniskiem pod sufitem z gwiazd i czerpać garściami radość z widoków.  Trzeba jednak pamiętać, że i tu szlaki potrafią być wymagające, a te idące w górę dolin potrafią być nieprzejezdne ze względu na degradację dróg lub wysoki stan rwących rzek.

Drogę do Karpat Południowych warto urozmaicić sobie łagodnymi górami Suhard i Drogą Transkelimeńską. Z dróg dojazdowych do chat pasterskich roztacza się imponujący widok na strzeliste Góry Rodnieńskie. Z kolei droga wiodąca przez kulminację Kelimenów zapewnia dodatkowe atrakcje - przejazd przez nieczynną, rekultywowaną obecnie kopalnię siarki. Wjechać na drogę należy od strony północnej, gdzie znajduje się punkt kontrolny wydający zezwolenia na wjazd do parku (stan na 2014 r.).

Karpaty Południowe mają mniej etniczny charakter niż północne obszary Rumunii. Bardziej turystyczny oraz... industrialny, dzięki licznym zaporom (niektóre są naprawdę imponujących rozmiarów) i sztucznym jeziorom, które przy okazji sprzyjają turystyce. Najbardziej znana szosa górska w Rumunii znajduje się właśnie tutaj. Droga Transfogaraska, choć szosowa i pełna turystów, zapewnia niezwykłe widoki na najwyższe góry Rumunii - Fogarasze. Kolejnym argumentem "za" może być bliskość Poienari, rzeczywistej siedziby Vlada Drakuli. Drugą znaną drogą tutaj jest słynna Transalpina, wiodąca przez kulminacje gór Parâng. Do 2011 roku droga ta była typowym górskim szutrem, miejscami złej jakości. Dziś jest równym asfaltem ze sporym ruchem turystów i wioską narciarską na jego południowym końcu. Z obu dróg odchodzą szlaki nieutwardzone, jak zresztą w całych Karpatach, należy jednak mieć na uwadze spore obszary parków narodowych i rezerwatów, choć nawet i na drogach poza parkami mogą stać znaki zakazujące wjazdu.

Na południu od Karpat Południowych zaczyna się wielka nizina, schodząca do Dunaju. To płaski teren rolniczy z nieciekawymi miastami (wliczając w to Bukareszt). Równie niezajmujące jest wybrzeże, zwłaszcza w kontekście znajdujących się niedaleko, bardziej na południe bułgarskich plaż (w tym dzikich). Warta grzechu jest za to delta Dunaju, szczególnie z perspektywy najemcy łodzi motorowej.

Podsumowując, zróżnicowanie Rumunii powoduje że każdy może tu znaleźć coś dla siebie. Poszukiwacze przygód i włóczędzy znajdą trudności terenowe i biwaki w odludnych miejscach, łatwość zaopatrzenia, mnogość źródeł wody pitnej i niezłego wina. Podróżni nastawieni bardziej prorodzinnie docenią coraz lepiej rozwiniętą bazę turystyczną, zamki i starówki miasteczek Transylwanii czy ludowy koloryt Maramureszu. Natomiast wszyscy znajdą przyjazny i otwarty kraj, z życzliwym i całkiem sprytnym narodem.

Bułgaria - Złote Piaski w... Rodopach

Rzecz jasna pierwsze skojarzenia są oczywiste. Tłumy ludzi wysypujące się codziennie z betonowych hoteli, żeby leżąc na plaży jakoś przeżyć kaca. I rzeczywiście tak jest. Nadmorskie kurorty są okrutnie brzydkie. Ciągną się kilometrami betonowych kloców. Obrazu rozpaczy dopełnia spora ilość pustostanów - to objaw kryzysu na rynkach nadmorskich nieruchomości. Warte odwiedzenia są perełki, czyli miasta o tradycji sięgającej czasów greckich: Nesebyr i Sozopol. Ich starówki można zwiedzić w kilka godzin, najlepiej poza sezonem, podczas którego tłumy są horrendalne. Na szczęście pozostały jeszcze kawałki wybrzeża nietkniętego dżumą masowej turystyki, na których znaleźć możemy kilometrowe plaże z pięknym, drobnym piaskiem i symboliczną ilością ludzi. To wprost wymarzone miejsca na dwudniowy wypoczynek po tygodniu włóczęgi po kraju.

Zupełnie inne wrażenia czekają wewnątrz kraju. Bułgaria to kraj niewielki, relatywnie słabo zaludniony, zdominowany geograficznie przez systemy górskie Bałkan i Rodopów. Zdecydowanie czuć tu już bałkańskiego ducha i lekki surrealizm rodem z filmów Kusturicy. Na wsi panuje dość mało poważne podejście do kwestii porządku. Bywa też zbyt gorąco, żeby pracować. Nie lepiej jest w miastach, choć tam panuje typowy, nieźle zachowany, obraz czasów komunizmu. Z czystym sumieniem można polecić wizytę w Wielkim Tyrnowie, stolicy silnego, drugiego państwa bułgarskiego, rywalizującego z Bizancjum. Widowiskowo położone na trzech wzgórzach miasto, oferuje klimat wąskich uliczek, kameralnych knajpek z dobrym jedzeniem oraz ruiny potężnej twierdzy i miasta sprzed ośmiu wieków. Warto tu wspomnieć o bułgarskiej architekturze okresu odrodzenia narodowego, będącej, tak jak smaczna kuchnia, pod wpływem kultury Imperium Osmańskiego. Jako całe zespoły urbanistyczne, najlepiej zachowane są w dwóch miejscach. Kopriwsztica to przykład bogatego, położonego w żyznej dolinie miasta kupieckiego, z odnowionymi budynkami, w których powstały muzea z wnętrzami z okresu panowania Turków. To miejsce popularne wśród turystów, z wieloma pensjonatami i knajpami. Trochę odmiennym "żywym skansenem" jest Kowaczewica, zagubiona na skraju Rodopów, przytulona do zbocza wioska z kilkudziesięcioma budynkami z kamienia, w których na dolnym piętrze zwykle znajdowały się warsztaty rzemieślnicze (ciekawskie oko może do nich zajrzeć), a na górnym pomieszczenia mieszkalne. Jest tu cisza, spokój i klimat. Blisko stąd do Melnika, ongiś dużego ośrodka kupieckiego, dziś urokliwego i kameralnego miasteczka turystycznego. Do dziś Melnik jest znanym ośrodkiem wina i warto się zaopatrzyć w znakomite tutejsze trunki, najlepiej kupowane bezpośrednio od producenta.

Bułgaria nie oferuje tak wielu szlaków górskich jak Rumunia, co wynika zarówno z mniejszego terytorium kraju, jak i innego charakteru gór. Największe obszarowo Rodopy są pokryte gęstymi lasami świerkowymi i jeziorami zaporowymi, zasilanymi potokami w których znaleźć można tytułowy złoty piasek. Strumienie te wyżłobiły robiące wrażenie wąwozy i jaskinie. W Rodopach można się zgubić na dobre parę dni, klucząc po szlakach usianych kamieniami lub rozjeżdżonych sprzętem do zwózki drewna. Inaczej sytuacja przedstawia się, na przykład w górach Stara Płanina, których łagodne szczyty znajdują się powyżej linii lasu. Na połoninach prowadzi się wypas owiec, są też nieliczne drogi. Jeszcze inaczej przedstawiają się okolice Melnika, gdzie zbudowane z piaskowca południowe zbocza gór Pirin zostały wyrzeźbione w formacje piaskowych maczug i słupów. W niżej położonych rejonach Bułgaria jest bardziej śródziemnomorska. Długie, gorące lata wypalają ziemię, nierzadko przynosząc suszę. Ciągnące się po horyzont pustkowia przecinają łagodne wzgórza albo niewielkie wyniesienia skalne, na których czasem znajdują się bizantyjskie twierdze z charakterystycznej cegły. Na jednym z takich skalnych wzgórz nad doliną znajduje się Perperikon, wielki tracki i grecki ośrodek miejski, do którego ruin zdecydowanie warto się wspiąć. Wszędzie w kraju znajdziemy budownictwo sakralne -prawosławne: cerkwie i monastyry, często o tysiącletniej historii, a na odludnych szlakach niewielkie, biedne klasztory przypominające raczej zagrody wiejskie niż zasobne domy Boże. Szczerze powiedziawszy, skoro byłeś w jednej bułgarskiej cerkwii, to byłeś we wszystkich, mimo to całość tworzy spójny klimat bułgarskiego krajobrazu.

Podróżowanie po Bułgarii jest trochę bardziej wymagające niż w Rumunii. Baza turystyczna wewnątrz kraju jest słabo rozwinięta, poza wybrzeżem nie znajdziemy kempingów, hotele mają niski standard, na prowincji czasem trudno o zaopatrzenie - wiejskie sklepy potrafią być zamknięte, wybór w nich niewielki, a stacje benzynowe nie są codziennością, a na pewno nie te, które honorują karty visa. Warto mieć tu minimum autonomii podróżowania.

Bośnia i Hercegowina - smak i zapach Orientu

Bardzo ciekawa pozycja na mapie Bałkanów, zarówno ze względu na walory krajobrazowe, jak i przede wszystkim kulturowe i historyczne. Bośnia i Hercegowina to kraj trzech języków i trzech wyznań. Serbowie są prawosławni, Chorwaci to katolicy,  a Bośniacy, stanowiący większość, wyznają islam. Trudna wspólna historia wydaje się ostatnio odchodzić trochę w zapomnienie, może dlatego, że kraj ma obecnie inne problemy natury gospodarczej. Nie bez znaczenia dla normalizacji życia jest obecność zagranicznych sił stabilizacyjnych. Świadectwa wydarzeń z lat 90-ych znajdują się tutaj na każdym kroku. Zarówno na słynnej alei snajperów w Sarajewie, jak i na kompletnym odludziu w górach, gdzie spotkać można wioski pełne ostrzelanych budynków, w których już nikt nie mieszka. Niewielkie miasto Goražde w wielu miejscach wygląda tak, jakby wojna była tu zaledwie wczoraj. Te obrazy, ich skala i częstotliwość wprawiają w zadumę nad sensem wojny, w których najbardziej cierpi zawsze ludność cywilna. Ludzie jednak żyją dalej. Bośniacy zasiedlili domy Serbów, Serbowie domy Chorwatów, Chorwaci - Bośniaków. Wyrosły nowe meczety, cerkwie, kościoły. Prawdziwy bałkański kocioł, a my, podróżując, możemy wyjąć z niego to, co najlepsze.

Takich przestrzeni jak w Hercegowinie (południowej części kraju) nie ma nigdzie na Półwyspie Bałkańskim. Gwiazdy są widoczne jak nigdzie indziej (ze względu na brak zakłóceń ze strony świateł miejskich), a przyroda, choć surowa, nieskażona. W podzwrotnikowym krajobrazie dominują wzgórza, szczyty i doliny Gór Dynarskich, w tym polja - długie, krasowe doliny o niskiej, suchej roślinności. Długie często na kilkadziesiąt kilometrów i bardzo rzadko zaludnione. Lato jest gorące, ziemia spalona słońcem, a lasy spotykane tylko na większych wysokościach. Na włóczęgów czeka sporo miejsc do dkrycia. Opuszczone wsie, a nawet małe miasteczka, pozostałości posterunków sił ONZ albo średniowieczne cmentarze z nagrobkami zwanymistećci, z ciekawą ornamentyką. Znajdują się one w zaskakujących miejscach, między innymi na wysokogórskich poljach Bjelašnicy, gdzie w scenerii otaczających gór wyglądają jak scenografia z filmów fantasy. Dotrzeć tam można drogą wiodącą do wsi Lukomir, zawieszonej nad kanionem Rakitnica. To z niego, z licznych jaskiń i źródeł spadających wodospadami na dno wąwozu, bierze swój początek Neretwa, w której dolinie znajduje się perła regionu - Mostar. Miasto ciężko doświadczone zmaganiami najpierw Serbów z Chorwatami i Bośniakami, a następnie konfliktem dwóch ostatnich nacji. Mimo że ślady wojny są sukcesywnie likwidowane, a Mostar jest ośrodkiem turystycznym pełną gębą, do dziś widać granicę na Neretwie między Chorwatami a Bośniakami, a po przekroczeniu słynnego tureckiego mostu, przekraczamy granicę kulturową. Po stronie muzułmańskiej knajpki serwują kawę po turecku i doskonałą jagnięcinę, a z meczetów słychać modlitwy muezinów, którzy, ma się wrażenie, urządzają między sobą zawody w żarliwości. Po stronie chrześcijańskiej kuchnia jest bardziej europejska, we wszystkich knajpach serwuje się alkohol, a na wzgórzu nad miastem góruje ogromny, świecący nocą krzyż. Muzułmanie nie byli dłużni i odbudowali po chorwackiej stronie meczet, oczywiście lokując tam zwycięzcę rywalizacji wśród muezinów. Multikulturowy, egzotyczny klimat tygla Mostaru jest jedyny w swoim rodzaju, zwłaszcza poza weekendem, w trakcie którego liczba turystów mocno się zwiększa. Mostar to też dobry przystanek lub nawet baza wypadowa do podróży po górach znajdujących się na zachód od doliny, zwłaszcza ujmujący jest szlak górski wiodący do jeziora Čvrsnica.

Bośnia, czyli centralna i północna część kraju ma odmienny charakter. To również kraina górska, ale o mniej surowym, gorącym klimacie, dzięki czemu góry porośnięte są gęstymi lasami. Jest tu też dużo strumieni i rzek, rzeźbiących w tych niewysokich, w gruncie rzeczy, górach fantastyczne przełomy skalne i wąwozy. Pełno tu zagubionych wiosek górskich, których charakterystycznymi cechami są czerwone dachówki i strzeliste minarety. Co ciekawe, często prowadzą do nich kompletnie nieuczęszczane, wąskie i kręte drogi asfaltowe doskonałej jakości, wybudowane z pieniędzy pomocowych Unii Europejskiej. Nie brak oczywiście szlaków szutrowych i typowych górskich ścieżek. Warto wspomnieć, że jeśli czytelnik zamierza potraktować ten region Bośni tranzytowo, powinien się wybrać spektakularną Drogą Tysiąca Tuneli, wiodącą przez kanion rzeki Driny. Jest  tu też słynny turecki most z powieści "Most na Drinie" Ivo Andricia, której lektura jest doskonałym wstępem do wizyty na Bałkanach.

Bośnia i Hercegowina to kraj w dużym stopniu jeszcze nieodkryty i być może traktowany trochę po macoszemu na mapie bałkańskiej turystyki 4x4. Panują też pewne mity, zwłaszcza dotyczące bezpieczeństwa. O ile nie  jesteśmy wariatami, zejście z uczęszczanego szlaku nie skończy się wejściem na niską orbitę z powodu nadepnięcia na minę. Dość powiedzieć, że nigdy nie odnotowano przypadku śmierci turysty z tego powodu. Obszary niebezpieczne są oczywiście spotykane, zwłaszcza na odludziach, ale tereny te są doskonale oznaczone. Wspomnieć należy tu o ogromnej ofiarności krów, które wespół z organizacjami międzynarodowymi przyczyniły się do rozminowania kraju. W kolejnej części opiszemy Czarnogórę (której autor jest wielkim miłośnikiem) i Albanię, wspomnimy też o Macedonii i Serbii (choć tu bardziej w kontekście kraju tranzytowego). Pokusimy się też o podsumowanie całości oraz wskazówki dla rozpoczynających swoją przygodę z podróżowaniem terenówką. 

Tekst: Zwodniczy Motorniczy

Zamknij

Używamy plików cookies, aby ułatwić Ci korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych.
Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia.
Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki.