Wywiad z A. Ziarko

18 marca 2016

"Człowiek zmęczony, to człowiek prawdziwy" - mówi globtroter Andrzej Ziarko, który na specjalne zaproszenie Land Life'a przyjechał do Łodzi, aby miłośnikom marki Land Rover opowiedzieć o swoich podróżach, napotkanych ludziach i ...o rajskim życiu.

Jak sam mówi Land Rover to legenda adventure.Człowiek, który posiada to auto ma określoną filozofię życia: kocha przygody, dżunglę, podróże. "Spotkanie z Camel Trophy stało się inspiracją mojego życia" - podkreśla Andrzej Ziarko.

 

Globtroter

Swoim życiorysem mógłby z powodzeniem obdzielić kilka osób. Były zawodowy ratownik Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego; instruktor w eliminacjach polskich edycji Camel Trophy; w 1995 roku uczestnik Rajdu Gauloises - 600-kilometrowego rajdu na orientację pieszo, konno i łodziami w Andach patagońskich; podróżnik, autor, organizator wypraw. Założyciel biur Tatra Extreme i Ziarko Expeditions. Jego ukochanym krajem stała się Argentyna, bo jak mówi to najpiękniejszy rejon świata, ze szczególnym uwzględnieniem Patagonii - jej stepy określa mianem "Bieszczadów Świata". "W Polsce nie można jechać konno i cieszyć się samotnością. A patagońska pampa daje taką możliwość" - podkreśla. Pierwszy raz odwiedził Argentynę w 1995 roku przy okazji terenowego Rajdu Gauloisesa. Wieloetapowy rajd przebiegał pieszo górską dziewiczą granią, kajakiem przez jeziora i rzeki, konno przez step, do tego w jednym z najpiękniejszych rejonów Rio Negro. To właśnie od tego czasu, każdego roku, Ziarko organizuje wyprawy dla ludzi spragnionych aktywnego wypoczynku. Opracował ponad 80 autorskich wypraw adventure w różne rejony świata, wiele z nich było realizowanych kilkakrotnie. Wśród nich są: Ameryka Środkowa i Południowa, Syberia, Kamczatka, Afryka i Europa.

 

"Ajfon...srajfon".

W wyprawach Andrzeja, które nie należą do najtańszych, często biorą udział menadżerowie, czy prezesi wielkich koncernów i korporacji. On sam z kolei na swoje wyprawy szuka miejsc dziewiczych, gdzie nie ma łączności, nie ma mowy o telefonach, internecie. "Prezesi, ludzie zagonieni szukają telefonu, dopiero po kilku dniach uczą się odpoczywać. Wtedy zaczynają zwracać uwagę na to, co znajduje się wokół nich" - mówi Andrzej Ziarko.

W wyprawie może wziąć udział każdy sprawny człowiek. Ziarko wie, że nie zabiera ze sobą komandosów, są to na ogół średnio wysportowani ludzie. Jak dodaje, bardzo ważne jest jednak to, aby grupa, która na wyjeździe ma spędzać ze sobą non stop dwa tygodnie, znała się i była zgrana. Dlaczego? Bo podczas wypraw niejednokrotnie trzeba zmierzyć się z różnymi przeciwnościami.  Jeśli ludzie nie będą umieli się porozumieć, może dojść do sprzeczek, i zwyczajnie z miłej atmosfery wyjazdu będą przysłowiowe nici. Zdarza się, że ludzie nie znający bariery swoich możliwości mówią: nie, dalej nie idę; kiedy okazuje się, że dają radę - to zawsze jest źródłem dużej satysfakcji dla Andrzeja. "Podczas pracy przy eliminacjach do Camel Trophy naszym zadaniem było maksymalne zmęczenie i obserwacja uczestników, bo człowiek zmęczony to człowiek prawdziwy" - zaznacza Ziarko. Wspomina, że kiedyś prezes dużej korporacji odmówił udziału w dalszej wyprawie,  dosłownie strzelił focha, i oznajmił wszystkim, że nie idzie dalej. Andrzej przyzwyczaił się już do radzenia sobie z takimi sytuacjami. Zwyczajnie mówi wtedy uczestnikowi, żeby sobie odpoczął, a on wróci po niego następnego dnia. Myśl o spotkaniu oko w oko z pumą natychmiast stawia danego uczestnika na nogi. Co innego, jeśli osoba rzeczywiście zasłabnie, lub zachoruje. W wielu miejscach - jak dżungla, czy szeroki step - szpital jest niedostępny, dlatego w każdej wyprawie bierze udział doświadczony paramedyk - starszy syn Andrzeja, Maciej - na co dzień ratownik TOPR.

 

Spakowanie się to podstawa.

"Udręką są zawsze bagaże, które przywykliśmy zabierać w nadmiarze" - podkreśla podróżnik.

Od typu wyprawy zależy, jaki powinien być bagaż, bo co innego  zabieramy w góry, a co innego na pustynię.

Andrzej, jak sam o sobie mówi, jest minimalistą . Na konną wyprawę zabiera: siodło, które służy także za materac; naczynie do gotowania wody w postaci puszki po owocach; zapałki  - do ich zabezpieczenia przed wilgocią używa prezerwatyw; maczetę - konieczna zwłaszcza przy przekraczaniu gór i nóż. Jeśli chodzi o ubranie, warto zabrać poncho, które chroni przed zimnem i deszczem (dobre wełniane poncho jest nieprzemakalne) oraz kapelusz- chroniący przed słońcem i opadami deszczu. Przyda się też ciepły góralski sweter i porządne skórzane buty. 

 

Prości ludzie, proste zasady

Są takie miejsca na mapie wypraw Andrzeja, gdzie zaludnienie wynosi dwie osoby na kilometr kwadratowy. Ludzie żyją tam bez zegarków,  żyją w swoim, dobrze dla nich znanym rytmie. Kiedy grupa uczestników wyprawy pojawia się w odludnej wiosce, przerywa tym samym na chwilę monotonię życia tych ludzi. "Wśród prostych ludzi panują też bardzo proste zasady" - mówi Ziarko. W Argentynie wjeżdżając w stepie na teren prywatny należy podjechać do domu, zsiąść z konia w oddaleniu kilkunastu metrów i klaszcząc dojść do domostwa. Jest to stary zwyczaj demonstrujący, że nie mamy złych zamiarów. Klaszcząc pokazujemy nieuzbrojone ręce, a pozostawiony koń świadczy, że nie zamierzamy uciekać. Zawsze musimy uzyskać zgodę na przejazd od właścicieli terenu. Własności w Patagonii są ogromne, od kilkudziesięciu tysięcy hektarów do kilkuset tysięcy.

"Mongołowie to najbardziej twardzi ludzie jakich poznałem" - zaznacza Ziarko. Dotarł do plemienia Tsatsan - mongolskich hodowców reniferów. Na Syberii dzieci biegają na bosaka przy temperaturze minus 15 stopni. Ziarko jednak na Syberię zakłada specjalne buty - Unty, które wykonane są zewnątrz ze skóry jaka, a w środku z futra husky. Wyprawa po terenach Kamczatki, czy Półwyspie Kolskim na skuterze śnieżnym? - czemu nie...Andrzej potrafi ściągnąć nawet helikopter ratowniczy, który za wysoką co prawda opłatą dowiezie buteleczkę rumu na rozgrzanie.

 

 

 

Argentyna to smak yerba mate - "naparu przyjaźni".

Argentyna, która posiada wszystkie strefy klimatyczne, to nie tylko rytm tanga i wielogodzinne biesiady z przesympatycznymi Argentyńczykami. Ziarko mieszkał tam 7 lat i wie, że Argentyna to także smak yerby. Podobno sączona przy ognisku na biwaku, pod milionem gwiazd patagońskiego nieba, smakuje najbardziej. Argentyńczycy nie mogą bez niej żyć, piją ją przy każdej okazji.

Yerba - to zmielony, wysuszony ostrokrzew paragwajski. Jest podawana w naczyniach zwanych mate. Naczynia mogą być wykonane z tykty, ceramiki lub drewna. Yerbę zalewa się gorącą, ale nie wrzącą wodą i pije przez rurkę z sitkiem tzw. Bombillę. Zawartość kofeiny jest inna w różnych gatunkach yerby. Waha się od 0,7 do 2 procent. Największe plantacje ostrokrzewu zostały założone przez starą emigrację z Polski . W 1897 roku przybyła do Argentyny za chlebem grupa 14 rodzin (69 osób) z Podkarpacia. "Jak twardzi musieli być to ludzie, którzy rzuceni w środek gęstej dżungli bez znajomości tutejszych chorób, trujących roślin, jadowitych gadów, robactwa, wszystkich tych niebezpieczeństw, jakie niesie ze sobą tropikalny klimat, z niewielką ilością narzędzi potrafili przeżyć i swą wytrwałością i pracowitością stworzyć jedną z ważniejszych gałęzi produkcji rolnej Argentyny" - dodaje Ziarko.

 

Rajskie życie

Zobaczyć w Andach roślinę, która zakwita raz na 70 lat i po pół roku więdnie, przynosząc tym samym plagę myszy na wielkiej połaci terenu...bezcenne. Kiedy Aconcagua - najwyższy szczyt w Andach jest nagminnie oblegany przez turystów, Ziarko wybiera się na inny pobliski szczyt. Może nie mierzy on 6962 m.n.p.m, ale za to wejście na niego nie oznacza pielgrzymek turystów, które nie mają nic wspólnego ze wspinaczką. Zresztą niewiele można zobaczyć idąc w ciasnym tłumie.

Kiedy odwiedzał Namibię napotkał plemię Himba,  które swoje "domy" wykonuje z krowiego łajna - mimo, że na zewnątrz panuje upał, to w pomieszczeniu jest chłodno. Co ciekawe, w tym plemieniu  to kobiety pracują, a co robią panowie?...siedzą i myślą.

Ziarko szuka miejsc, w których można usiąść spokojnie i pooddychać pełną piersią. Jak sam mówi czasem widoki są tak piękne, że niemal kiczowate: "białe lodowce, niebieskie niebo, a po środku stado biegnących koni".  Urzekły go wschody słońca nad wodospadami Iguazu - można je podziwiać w początkowych scenach filmu "Misja". Nie każdy też ma możliwość - kiedy pokłóci się z żoną - wyjść za dom i wspiąć się na górę, która znajduje się tuż za nim. "Kiedy przeleciał piąty kondor, czułem, że mogę już wrócić do domu" - żartuje Andrzej.

 

Samotne włóczęgi

Jak sam mówi - "Jazda konna w stepie ma w sobie wielką magię. Nie jest konieczny cel podróży, celem jest jazda sama w sobie, obcowanie z koniem, wolność jaką można znaleźć tylko w pełnym galopie w bezkresnej przestrzeni wzgórz. Konne, samotne włóczęgi w towarzystwie ulubionych psów, pozorna monotonia półpustynnych wzgórz, to lekarstwo na rozpędzone, nerwowe życie".

 

 

Dakar

W drugiej edycji Rajdu Dakar na kontynencie południowoamerykańskim, na zlecenie polskiego zawodnika ustalał najbardziej prawdopodobny przebieg odcinków specjalnych. To dało zawodnikowi ogólne rozeznanie warunków, które mógł zastać na swojej drodze.

Na tej podstawie w 2011 roku Andrzej opracował i przeprowadził wyprawę motorową "śladami Dakaru". "Mnie się generalnie Dakar nie spodobał, umarł duch Dakaru, taki jaki był w Afryce. Zawodnicy przejeżdżają dojazdówkę, odcinki specjalne, a po południu śpią w drogich hotelach" - podkreśla Ziarko. Park maszynowy nazywa fabrykami samochodów, gdzie w jedną noc mechanicy potrafią "wyczarować" nowe auto.

 

Strach

Czy człowiek, który zdobywa szczyty wulkanów może się czegoś bać? Okazuje się, że tak. "Ludzie, którzy niczego się nie boją to szaleńcy, a ja szaleńcem nie jestem" - mówi Andrzej Ziarko. I zaznacza, że strach jest bardzo pożyteczny, ale taki strach "wytrenowany", niepowodujący paniki. Strach "wytrenowany" pozwala się mocniej skoncentrować, logiczniej działać w chwili zagrożenia. Panika to często irracjonalne działanie, które może mieć poważne konsekwencje.  Te naukę wyniósł z pracy w Tatrzańskim Pogotowiu Ratunkowym. Wyprawy ścianowe, ratownicze akcje w ciasnych, długich ciągach tatrzańskich jaskiń to codzienność ratownika; praktyka pozwala poznać swoją reakcję na zagrożenie i stopniowo pozwala oswoić się ze strachem, który jednak cały czas towarzyszy.

Od kiedy podczas jednej z górskich wypraw szara chmura białego pyłu pędziła prosto na niego i cudem uniknął śmierci - boi się lawin.

Kiedy słucha się Andrzeja, ma się wrażenie, że z ogromną pokorą podchodzi do swoich wypraw. Jak sam mówi - "człowiek nieznający języka i realiów tamtejszego życia jest narażony na wiele niebezpieczeństw". Przestrzega innych przed płaceniem złotymi kartami kredytowymi, bo te szybko przyciągają uwagę miejscowych rabusiów. "Najlepiej zlać się z tłumem" - dodaje.

Na pytanie co go napędza do takiego  życia?...

"Liści złotem, buków purpurą...idę w góry cieszyć się życiem..." - puentuje Ziarko.

Zamknij

Używamy plików cookies, aby ułatwić Ci korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych.
Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia.
Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki.